Historia Nuki

Odkąd byłam małym dzieckiem w moim domu zawsze były koty. Jednak koty nie spełniały moich wszystkich oczekiwań. Moja mama powoli oswajała się z myślą o ciut większym zwierzaku innego gatunku niż kot (np. psie ) w naszym domu. W naszych marzeniach pojawiały się różne rasy. Wiadomo było, że pies ma być duży i powinien mieć krótką sierść. Po długich poszukiwaniach nasz wybór padł na Briarda.

Oto sprawczyni briardowej miłości. Pani Janina Krawczyk, założycielka hodowli "Z Gniazda Sowy"

Niestety ta przygoda skończyła się szybciej niż się zaczęła. Nie zdążyłyśmy odebrać szczeniaka z hodowli- niestety miot dopadł wirus nosówki. Po tym wydarzeniu na pewien czas temat psa zniknął- jednak jak łatwo się domyślić nie mogło to trwać zbyt długo. Po mojej głowie znów zaczął chodzić pies, jednak miał on wyglądać już zupełnie inaczej. W ostatecznej chwili wachania dotyczyły Rhodesiana i ... Beaucerona. Jaka zapadła decyzja łatwo się domyślić.

Nuka urodziła się 24 kwietnia 2003 roku w miejscowości Łęczna pod Lublinem w hodowli "Z Łęczyńskiego Pojezierza". Jej historia zaczynająca się tego dnia jest długa, zawiła i chwilami nieprzyjemna. Jej rodzicami są Lionking Hunter Bukama oraz Afra z Łęczyńskiego Pojezierza- niestety mimo urodzenia się w hodowli zarejestrowanej w Związku Kynologocznym w Polsce, oraz posiadania rodowodowych rodziców Nuka nie ma rodowodu. Powiedziałabym więcej, brak "papierów" jest tu szczegółem- moja sunia bardzo często choruje.

W moje ręce trafiła 6 lipca 2003 roku. Została wybrana spośród 3 rodzeństwa przywiezionego do Warszawy. Chwyciła mnie za serce w pierwszej chwili i tak już zostało. Po przywiezieniu do domu okazało się, że mimo zapewnień "hodowcy" suka nie potrafi jeść suchej karmy, że plamka na jej czółku która miała być wymiocinami okazała się zwykłą czarną plamką, która do dnia dzisiejszego nie zeszła. Mimo wszystko Nuka stała się pełnoprawnym członkiem rodziny.

Z czasem naturalnie urosła. Zdała pięknie egzamin w ZKwP na Psa Towarzysza I stopnia. W ciągu jej życia ja zaczęłam dorastać, aż stałam się dorosłą kobietą- a Nuka zawsze była przy mnie. Miałyśmy lepsze i gorsze chwile. Wiele chwil zwątpienia przyniosły problemy zdrowotne rudej- niektóre zagrażające jej życiu. Można powiedzieć, że razem zdałyśmy maturę i obroniłyśmy studia wyższe- w końcu obie spałyśmy na książkach rozrzuconych po pokoju. Stała się moim kompanem w nocnych wycieczkach do kuchni na małą przekąskę. Miałyśmy przygodę z dzikami, zakończoną szyciem. Brałyśmy czynnie udział w budowie nowego domu.

Nuka rozpoczęła moją przygodę z kynologią. Mogę również szczerze powiedzieć, że była ona dość burzliwa, jednak co najważniejsze efekt końcowy jest podobno bardzo dobry. Dzięki Nuce zrozumiałam jak wielką krzywdę robią rasie pseudohodowcy, zrozumiałam na suki skórze, że rodowód to nie tylko papierek, że oszczędzanie przy zakupie psa może się potem odbić bardzo męczącą czkawką. Nuka została wysterylizowana w 2005 roku.

W 2009 roku rozpoczniemy nową wspólną przygodę. Do naszej rodziny dołączy mały szczeniak, który jak przypuszczam dostarczy nam wielu emocji oraz historii, które z przyjemnością będę mogła opisywać. Póki co jednak delektujemy się ciszą i spokojem w domu, w naszych wizjach pojawiają się jednak strzępki moich ulubionych kapci i Nuki ukochanych pluszaków (tak, tak Nuka uwielbia pluszowe maskotki). Czekają nas duże zmiany, ciekawe jak staruszka Matylda zareaguje na mały wulkan energii- kolejny szczeniak, który będzie ślinił jej futerko hihi.

 

PL EN